LOGOWANIE

            

Sens bytu a czasy, w których żyjemy

Motyw schodów - jako symbolu ambicji i poszerzania swoich horyzontów, ale i pokonywania trudności - jest w sztuce wykorzystywany bardzo często. W naszym kraju stał się on inspiracją to stworzenia kultowych animacji, za których realizację odpowiadają Stefan Schabenbeck i Tomasz Bagiński.

Stefan Schabenbeck, urodzony w 1940 roku, w swojej filmografii posiada jedynie sześć filmów zrealizowanych w ciągu 5 lat, ale warsztat, jakim dysponuje - oraz niesamowita uniwersalność tematów jego prac, sprawiają, że są one wciąż aktualne. Najpopularniejszym filmem jego autorstwa są „Schody”.

Znaczenie człowieka w świecie ujął we wspaniały sposób współczesny nam artysta – Tomasz Bagiński. Animowane prace grafika komputerowego są cenione na całym świecie. „Katedra”, którą będę omawiać, była w 2002 roku nominowana do Oscara w kategorii film animowany krótkometrażowy.

Obydwa filmy trwają około siedmiu minut. Możliwe, że właśnie dzięki temu są tak chętnie przez widza oglądane i proste w odbiorze. Nie ma tu rozbudowanych metafor. Jest tylko jedna postać. Odważna, podejmująca ten pierwszy krok ku nieznanemu.

W czarno-białych „Schodach” obserwujemy walkę człowieka z otaczającą go rzeczywistością. Film rozpoczyna łagodna i spokojna muzyka. Człowiek (nie wiemy, czy jest kobietą, czy mężczyzną – po prostu everyman) widzi pierwszy próg. Zastanawia się, czy sprawdzić, co kryje się dalej – po wykonaniu pierwszego kroku okazuje się, że nie ma odwrotu od drogi, którą wybrał. Jest to wspaniała metafora życia - każdy z nas podejmuje walkę, pokonuje kolejne progi, ale tylko nieliczni mają siłę, aby pokonywać wszystkie trudności. Możemy przywołać w tym miejscu mitologiczną opowieść o Syzyfie, który ukarany przez bogów musiał toczyć wielki kamień pod górę. Kula wciąż spadała, a on świadomy bezowocności pracy schodził po kamień, by zacząć pracę od nowa.

Z biegiem minut filmu widzimy, jaki trud sprawia Bohaterowi pokonywanie kolejnych stopni. Ważne jest, że pokonuje je sam - bo jest samotnym wędrowcem. Puentą animacji stają się tytułowe schody – człowiek stając na ostatnim stopniu przeistacza się w następny stopień. Odbiorca może interpretować zakończenie w dowolny sposób. Tutaj Schabenbeck pozostawia wiele możliwych interpretacji samemu widzowi. Stawanie się częścią systemu, w jakim żyjemy, czy dojście na szczyt, a tym samym bycie kolejnym progiem do pokonania dla przyszłych pokoleń, to raczej optymistyczne wizje.  Jednak czerń i biel, kontrasty świetlne i operowanie cieniem, a także fakt, że stajemy się małym, niezauważalnym stopniem, (bo wszystkie są takie same) stwarzają egzystencjalną, mroczną atmosferę, która zachęca do pesymistycznych wniosków.

Z kolei „Katedra” Bagińskiego to wizja przyszłości. Stworzona 13 lat temu w studio Platige Image była czymś niesamowitym, jak na ówczesne dokonania grafików i animatorów. Głównym bohaterem jest mężczyzna, samotny wojownik z bronią w ręku. Staje przed obliczem bardzo wysokiej katedry, którą budują skomplikowane sploty kamienia i drewna.  W tle widać odległą planetę, która zasłania Słońce. Wraz z wejściem człowieka do katedry pojawiają się pierwsze przebłyski światła. Widzimy skamieniałe twarze ludzkie wkomponowane w filary, które zaczynają się uśmiechać. Bohater niesie pozostałym postaciom nadzieję; widać, że był długo oczekiwanym gościem. Muzyka, tak jak w przypadku „Schodów”, kieruje emocjami, które widz odczuwa. Kiedy mężczyzna staje nad skarpą (moment, w którym zdaje sobie sprawę, że jest całkowicie sam w wielkim świecie), Słońce zaczyna świecić – zaćmienie dobiega końca. Niesamowite przejścia świetlne w filmie to zasługa Bagińskiego. Obraz jest bogaty w różne kadry i plany. Największe wrażenie zrobił na mnie plan totalny, kiedy to wojownik wchodzi do katedry i widać, że jest jedynie małym detalem w porównaniu z wysokimi kolumnami przypominającymi spróchniałe drzewa. Fala światła oblewa wszystko wokół. Mężczyzna staje się głównym zwieńczeniem katedry – filarem przy skarpie, na której stał. Zdaje się, że jest najważniejszy w konstrukcji, bo jego kamienny wizerunek przypomina władcę.

Film ten jest dla mnie bardziej optymistyczny w wymowie od „Schodów”. Podkreśla wartość poświęcenia się, przypomina, że nie można walczyć z naturą, a jedynie się jej poddać. Mimo to należy pamiętać, że należy mieć nadzieję na lepsze jutro. Taką nadzieję miały postaci widniejące w kolumnach i na sklepieniu katedry. Oczekiwały na króla, dzięki któremu będą czuły się bezpieczne, bez obawy, że katedra, czyli ich dom, ulegnie zniszczeniu.

Obydwa obrazy merytorycznie są bardzo podobne. Pomimo sporych różnic technicznych, postępu komputerowego, który niewątpliwie jest zauważalny na filmie Bagińskiego, to przesłanie pozostaje takie samo. Każdy człowiek jest częścią czegoś znacznie większego, niezależnie czy tego chce, i czy mu to odpowiada.

Aleksandra Sawicz

Partnerzy